Nie mogę sobie przypomnieć, co bardziej przykuło moją uwagę: zniewalające spojrzenie brunetki z piwnymi oczami czy intrygująca żaba, która widniała na rozdawanych przez dziewczynę ulotkach. Dość powiedzieć, że na targach franczyzy trafiłem na kuszącą ofertę zarobienia pieniędzy. Chodziło o „sprzedaż produktów upragnionych przez każdego i zyski oparte na niezwykle elastycznej ofercie współpracy franczyzowej”. Wszystko pod zagadkową nazwą „Szok-Franczyza”. Poza tym, że miało być szokująco i dochodowo, z ulotek nie można było jednak dowiedzieć się absolutnie niczego więcej.

Podaj adres e-mail, to się dowiesz

Tajemniczy franczyzodawca wzbudził moje zainteresowanie. Niestety, urodziwa hostessa nie była w stanie powiedzieć mi nic więcej na temat autora rozdawanych przez siebie ulotek poza tym, że przed chwilą był w pobliżu, ale już sobie poszedł. Trudno, pomyślałem, a tuż po powrocie do domu niezwłocznie wpisałem w przeglądarce internetowej adres widniejący na ulotce.

Po chwili moim oczom znów ukazała się żaba. Niestety, poza obliczem sympatycznego skądinąd zwierzęcia, pod wskazanym adresem wciąż nie było ani słowa na temat możliwości zarabiania pieniędzy. Był natomiast formularz, dzięki któremu po zostawieniu adresu e-mailowego można było żywić nadzieję, że tajemniczy miłośnik ropuch w końcu się zdemaskuje. Jak również co do tego, że jego franczyza nie ma nic wspólnego z internetową dystrybucją płazów…

Brykiet ze zmielonej forsy

Moja ciekawość zwyciężyła z niechęcią do rozdawania danych osobowych na lewo i prawo. Nie pożałowałem. Kilka dni po wysłaniu wiadomości skontaktował się ze mną h a n d 1 o -wiec. W e–mailu podziękował za zainteresowanie, po czym oznajmił, że „Szok.in Maciej Kitajewski to znana marka internetowa tworząca sieć punktów handlowych na terenie całej Polski”. W ofercie sklepów miały znajdować się najróżniejsze „gadżety, innowacyjne prezenty oraz bestsellery sprzedażowe”. Brykiet ze zmielonych 100 tys. zł, fruwające ryby i e-papierosy miały być tylko próbką oferty. Na dodatek firma chwaliła się, że w pierwszym miesiącu działalności obsłużyła ponad 15 tys. klientów internetowych.

Dostałem również zapewnienie, że własny sklep pod szyldem Szok.in mogę otworzyć już za 15 tys. zł. Kwota obejmuje licencję, wsparcie marketingowe, a także początkowe zatowarowanie o wartości 9 tys. zł. Prawdziwy szok przeżyłem jednak wtedy, gdy obiecano mi marże sięgające nawet 400 proc.! To brzmiało jak przełom w naukach o finansach. Nie tracąc czasu, chwyciłem za ołówek i zacząłem liczyć. Marża wyrażona procentowo to różnica między ceną sprzedaży a zakupu, podzielona przez cenę sprzedaży. Niestety, potwierdziły się moje obawy: nie ma szans, by ułamek powstały z tego wzoru był większy od 100 proc. Może najwyżej być równy jedności, jeśli towar pozyskamy za darmo (cena zakupu wyniesie zero). 400 proc. wynieść może co najwyżej narzut, który oblicza się poprzez podzielenie różnicy cen przez cenę zakupu.

SPIS TREŚCI

https://www.cpkrakow.pl/franczyza-ze-szok-firma-szok-in-cz-1/
https://www.cpkrakow.pl/franczyza-ze-szok-firma-szok-in-cz-2/
https://www.cpkrakow.pl/franczyza-ze-szok-firma-szok-in-cz-3/
https://www.cpkrakow.pl/franczyza-ze-szok-firma-szok-in-cz-4/

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Biznes

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Podnośnik hydrauliczny rozwiązanie dla każdego z nas.

Uniwersalne narzędzie. Narzędziem wśród podnośników samochodowych uniwersalnym na pewno je…